Bieżeństwo 2020

BIEŻEŃSTWO 2020 – cykl fotograficzny – część projektu ODWRÓCONY KORZEŃ  [w roku 2020 realizowanego w ramach Stypendium Prezydenta Miasta Wrocławia.]

105 lat temu miliony ludzi, obywateli Imperium Rosyjskiego, z terenów od Litwy do Karpat ruszyło na wschód uciekając przed frontem wojny nadciągającym z południa i zachodu. Uciekali Łotysze, Litwini, Polacy, Żydzi, Rusini, Tatarzy, na szlaku spotkali się ludzie z wszystkich klas społecznych i różnorodnych wyznań. Ta wielka tułaczka nazwana BIEŻEŃSTWEM rozpoczęta latem 1915 roku była jedną z największych migracji XX wieku.

 

Rok 2020 w pewien sposób był podobny do roku 1915. Niejasne informacje, ataki paniki w związku ze zbliżającym się wrogiem jakim okazała się pandemia wirusa Covid. Inaczej niż dawniej nie można było uciekać gdzieś gdzie nie będzie wojny. Nie trzeba było pozostawić swoich domów i dorobku życia. Ucieczka tym razem była inna, zwana izolacją i zamknięciem skierowała część ludzi do wewnątrz siebie. Konsekwencje mogą być podobne – obce tereny swoich myśli, nieznana bliskość z członkami rodziny, poczucie wyobcowania, stąpania po nieznanej ziemi, zmiana oswojonej rzeczywistości, ilość ofiar i bezsilność bliskich.

 

Seria fotografii BIEŻEŃSTWO 2020 to efekt czterech podróży czasów pandemii: do Lwowa, śladem Bieżeństwa (woj. Lubelskie), śladem rodzinnej migracji po ucieczce z Wołynia (Kaszuby), tropem bitwy Gorlickiej, historii małych narodów na Łemkowszczyźnie, oraz po miejscach związanych z akcją repolonizacyjną i wyburzaniem cerkwi na ścianie wschodniej Polski (Podkarpacie i woj. Lubelskie).

 

Czas pandemii wymusił inny sposób podróży i noclegów, wyprawy pieszo rowerowe przekształciły się w tułaczkę, z noclegami w naturze i przygarnianiem przez napotkanych ludzi. Pozornie pusty i osamotniony świat okazał się zamieszkany, zatrzymany czas  jednak płynął a boczne i zapomniane drogi kusiły. Bagna szeptały kroplami padającego deszczu a wiatr przynosił dawne i obecne historie. Mówiła też ziemia i sny, a droga przynosiła wiele przygód i nieoczekiwanych zdarzeń. 

 

 

Zamierzeniem tego cyklu było ukazanie świata poza czasem, zawieszonego w przestrzeni, spowolniałego i chwiejącego się w posadach.  Świata który mimo wszystko istnieje, ludzi próbujących zrozumieć co się zmieniło, a co powinno pozostać w nas niezmienne niezależnie od okoliczności w jakich przyszło nam żyć.

 

„Wszystkie wiatry popychają myśli na Wschód On staje się odnośnikiem osią świata nieokreśloną mityczną krainą. Jest gdzieś i zawsze nie tu. Jest jak bajka i koszmar, jednocześnie. Daje i zabiera życie, podsyca wspomnienia, nie daje spać. Każdego dnia z możliwą pożogą na horyzoncie.”

„Kiedy w 1911 płonął dom była małą dziewczynką, miała cztery lata. Pamiętała pożar i jak odjeżdża na wozie. Święte obrazy w oknach nie pomogły. Dom spalił się od pioruna a takich domów nie odbudowywało się, nie robił tego nawet ojciec cieśla, wola boska i już.”

To miejsce specjalne, istnieje dla miejscowych, a nie ma go jednocześnie dla świata, dlatego w Skrzyńcu krzyżowały się często drogi całych pokoleń rodziny. Można było tu przeczekać różne nawałnice, zahaczyć się na chwilę w uciążliwej wędrówce lub ucieczce. Część rodziny uległa Bieżeństwu albo emigrowała, część została w tym samym miejscu i trwała w okolicy od dobrych 120 lat.

 „…  stawił się osobiście-obywatel Włościjan Kolonista i okazał nam dziecię płci żeńskiej oświadczając ono urodziło się w Wymysłowie dnia 15 grudnia 1907 roku o godzinie ósmej rano z jego prawej małżonkiWąwolnica 1907.”

„Dzieci mówią tu nie znajomemu dzień dobry, chętnie przerywa się imprezkę w wiacie autobusowej by lekko pijanym głosem wytłumaczyć drogę.”

„Jakby duchy wracały albo i mieszkały pośród mieszkańców chodząc to tu, to tam zdezorientowane tym obcym jedno wymiarowym światem dookoła. Słychać ich szepty w jidysz, hebrajskim, ruskim, polskim i ukraińskim jak spływają z kroplami wody i wsiąkają w ziemię do swoich.

Na starych cmentarzach chylą się kamienne figury obrośnięte mchem, część upadła w wysoką trawę część upadnie na wiosnę, no może następną.”

 

„Tam stała. Najświętsza. Piękna. Drewniana. Otoczona rozlewiskami i lasem. Teraz jej nie było. Zniknęła wyburzona, wbrew wszystkiemu, tuż przed II wojną. Miejsce w którym istniała otoczone jest starymi kamiennymi nagrobkami. Stoją w rozproszeniu, omszałe, ciche i piękne. Otaczały kiedyś cerkiew, przytulały się do niej.

Jeżeli pomyśleć o energii to cerkiew nadal tam stoi, czuć to. Jest i jej nie ma jednocześnie.

Trwa.”

LWÓW / LVIV

Dwa światy które zmierzają do siebie. Chłopięcy, pełen przygód i ekscytujących wydarzeń, opisujący magiczne miejsca i ten dorosły wypełniony rozczarowaniem i nostalgią. Niestety siatka do łapania motyli i sanki zostały we Lwowie, nie mieszcząc się w towarowym wagonie wiozącym tłumy uciekinierów do Wrocławia. Wraz z nimi zostało tam coś jeszcze, nieokreślone odczucie, trudne do uchwycenia przesunięcie, wrażenie, że coś wysunęło się z rąk i nie można już tego nigdzie odnaleźć.

„Na filmie pokazują dwóch zastrzelonych chłopaków z dziurami w czole, jeszcze to komentują, obrażają leżące ciała na jakiejś szutrowej bezimiennej drodze pośród szarych zrujnowanych bloków. I to był on. Zginął z kolegą kilkaset metrów od przystanku na którym wysiedli z autobusu albo marszrutki. Szukali pewnie punktu rekrutującego ochotników a spotkali wrogi patrol. Źle trafili, źle zadali pytanie, źle się przedstawili albo front się w nocy przesunął nie wiadomo. Przyjechali na wojnę. Przeszli ten kawałek i zostali zabici od razu. Wojna trwała 10 minut. I jak to powiedzieć jego matce? No jak?”

 

Do Iwana Franko

Wielmożny Panie Doktorze

Upraszam Wgo. Pana

o wydanie mi przez oddawcę niniejszego pisma

przyobiecaną mi należność

ponieważ już dwa razy oczekuję Wgo. Pana

ale nadaremnie a przeobiecaną kwotę Niezmiernie potrzebuję.

Zatem proszę jeszcze raz Wgo. Pana o wyasygnowanie mi znaną kwotę 400 Kor.

We Lwowi dnia 10/1 (1)903

Z szacunkiem Marcin Zachodny